wtorek, 14 stycznia 2014

A few hours in Milan


It`s high time I started my second stage of the Erasmus exchange! I decided not to take the same route this time. Previously, I travelled directly from Fiumicino to Rome and from Rome to Potenza. This time it was more complicated because I booked my flight to Bergamo, then I caught the bus to the centre of Milan. It took me about an hour to get there (the ticket was at an affordable price, 5 ).


I get used to the fact that I come across interesting people while travelling in Italy. I usually meet them either at the airports, stations or in means of transport. This time I got to know a Polish girl whose boyfriend lives in Toruń (it`s my home town). We were involved in the conversation in the bus to a certain extent, therefore we went for a cup of cappuccino and chocolate cupcakes. She told me that she was going to catch the train to Pavia, whereas my destination was Potenza. I was lucky to meet her due to the fact that I made sure which metro line I had to take to get to Il Duomo (the yellow line, M3, direction: San Donato). When you want to come back to Stazione Centrale, you have to take another direction: Comasina. One way ticket costs 1,5 €.

 


Italian seems to be useful at every turn. Although I`m not fluent in this language, I understand a lot. It helped me to comprehend what the Black guy told me at the Central Station in Milan. If you are there, be alert to Black people hanging around the entrance to the metro stations. They sell Chinese stuff such as scarves or umbrellas. If you decline their offers, they will call you the worst words. Thus, it is better not to say “no, grazie”, but pass them without saying a word. Still, white homeless people are a pain in the neck. 


No sooner had I visited the places I wanted than it was a must to buy a magnet with an image of Milan. As soon as I come back to Poland, I will put it onto the fridge (there is the collection of magnets bought in various cities I visited).


Initially I thought that there are plenty of places to see, but reality turned out to be different. The main tourist attractions are Il Duomo (the gothic Metropolitan Cathedral-Basilica of the Nativity of Saint Mary), Teatro alla Scala, The Galleria Vittorio Emanuele II, and a few streets. Besides, Stazione Centrale is worth admiring.


What surprised me most was travelling by “Frecciarossa” train on the way from Milan to Florence. Italian trains are excellent in every detail. Firstly, they are fast (sometimes they even reach 250 km/h); secondly, they are comfortable due to the seats, tables, WiFi, electric sockets. This journey was extremely relaxing because I was given a cup of coffee (but, of course, I could order tea, chocolate or champagne), some biscuits and a towelette. Initially, I thought that the staff tricked me into spending extra money on the service. But I was wrong. It was just “all-inclusive” (29 €). 

The following stage of my journey was magical Florence. I will describe the place soon.
The link to the album with photos of Milan: http://italy-through-myeyes.blogspot.it/p/blog-page_9965.html


Drugi etap mojej wymiany czas zacząć! Tym razem, żeby nie podążać tym samym szlakiem, postanowiłam wybrać się do Potenzy nieco inną drogą. Wcześniej podróżowałam bezpośrednio z Warszawy do Rzymu, później do Potenzy. Teraz było to nieco bardziej skomplikowane, gdyż zabookowałam lot ze stolicy do Bergamo. Następnie złapałam autobus do centrum Milanu, który jechał ok. godziny (cena była bardzo korzystna, bo bilet kosztował 5 euro).
Co powoli staje się dla mnie czymś normalnym jest to, że poznaję ciekawych ludzi na lotniskach lub w środkach komunikacji. Tym razem na trasie Bergamo-Mediolan siedziałam obok Polki, której chłopak jest z Torunia! (z mojego miasta) Tak się zagadałyśmy, że poszłyśmy na kawę i muffina. Ona podążała do Pavii, ja do Potenzy. Miałam farta, bo dzięki niej upewniłam się, jaką linią metra mogę dojechać do Il Duomo (M3 linia żółta, kierunek San Donato). Wracając na stację trzeba wsiąść w M3, ale wybierając kierunek Comasina. Cena za jeden przejazd to 1,5 euro.

Język włoski przydaje mi się na każdym kroku. Może nie jestem w nim biegła, ale dużo rozumiem. Dzięki temu wiedziałam, co powiedział do mnie Murzyn na Milano Centrale (stacji głównej w Mediolanie). Trzeba uważać na ciemnoskórych, zwłaszcza tych, co krążą blisko zejść do metra. Wielu Murzynów sprzedaje na stacji tanie chińskie produkty tj. parasolki czy apaszki. Jeśli ktoś im odmówi, zostanie wyzwany od najgorszych. Zatem lepiej nawet nie mówić "nie dziękuję", tylko przejść bez słowa. Choć białoskórzy bezdomni też są sporym problemem.

Jak już zwiedziłam, co chciałam, obowiązkowo kupiłam magnes na lodówkę (na niej mam kolekcję magnesów, które kupiłam w odwiedzonych przeze mnie miejscowościach). Wcześniej sądziłam, że jest tutaj sporo miejsc do zobaczenia, jak się okazuje nie jest ich aż tak wiele. Do głównych atrakcji należą: Il Duomo (gotycka Katedra Mediolańska pw. Narodzin Św. Marii), Teatro alla Scala, Stazione Centrale, Galerii Wiktora Emmanuela II, plus kilka uliczek. Warto rozejrzeć się nawet wokół stacji kolejowej, bo jest co podziwiać :-)

Co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło to podróż pociągiem Frecciarossa na trasie Mediolan- Florencja. Tutejsze pociągi są rewelacyjne pod każdym względem. Po pierwsze - są szybkie (czasem osiągają nawet do 250km/h), po drugie - są wygodne (komfortowe siedzenia, rozkładane stoliki, WiFi i gniazdka elektryczne, do których nie trzeba mieć specjalnej przejściówki). Tym razem podróż była wyjątkowo relaksująca, gdyż otrzymałam kawę (do wyboru były: kawa, czekolada, herbata, szampan) i ciasteczka wraz z chusteczkami odświeżającymi. Początkowo myślałam, że to jakiś przekręt albo że muszę za to dodatkowo płacić. Jednak nie. Wszystko było w cenie biletu! (29 euro).

Kolejnym etapem wyprawy była magiczna Florencja, którą wkrótce opiszę.
Link do zdjęć z Mediolanu: http://italy-through-myeyes.blogspot.it/p/blog-page_9965.html


wtorek, 10 grudnia 2013

Let`s go to Castelmezzano!

The Unibastore staff  together with friends went for a trip to Castelmezzano. Shortly before reaching our destination, a herd of cattle blocked the way. It was an unfamiliar sight for me, especially because of the fact that the road was terribly winding. It is very probable to lose control of the steering wheel. Almost everyone sitting in the car said “Oo curva!” a few times. Of course, Polish meaning of this word is different. Look below:
curva (it.) = bend (eng.) = zakręt (pl.)
kurwa (pl.) = bitch (eng.) = puttana (it.)

But let`s come back to the core subject :- ) Castelmezzano is delightfully situated place. Here is the link for those who would like to broaden their knowledge of the mountainous landscape of the Dolomites.   http://en.wikipedia.org/wiki/Dolomites

Aside from the fact that I did not wear comfortable shoes for the trip (next time I am going to be better-organised), I was lugging a seventeen-inch laptop and the rest of photo equipment in case it was useful. I must admit that it was heavy, but luckily, my friends helped me to carry this staff. We managed to get quite high in the mountains despite difficult landform features. It is good to have so many helpful friends around, isn`t it? :-)

I should write a few sentences about the background of Castelmezzano. So, its origins date back to approximately between the 6th and 5th centuries BC. At the moment it is the province of Potenza and it is inhabited by 970 people, hence they know each other. Interestingly, when you visit this place, you should greet passers-by with a cheerful smile and say something (Salve, Ciao, Buon giorno, etc. - depending on the time of the day). Otherwise, you may be considered as a filthy pig :P

It is hard to come across cars, particularly in the heart of the town. You may see only three-wheeled vehicles. It was a close shave and we would be knocked down by one of them (I`ve got the movie!) The town is charming, not only because of the views and typical narrow Italian streets, but also because of the wisps of  smoke mixing together with smells of cooking. It is impossible to describe it, the only way to feel it is to visit this particular place.

It would be an inexcusable deed if I did not say anything about the main touristic attraction. It is the so-called flight over the valley spreading between two towns, Castelmezzano and Pietrapertosa. What a pity that now it is impossible to buy a ticket for it. The season starts in April and ends by the end of September. Thus, it is a must to come back during the season and experience it firsthand. I`ll try this! It will be an unforgettable activity full of breathtaking views!
IMO, this is better than bungee jumping. (http://www.volodellangelo.com/eng/web/item.asp?nav=79)
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
W weekend załoga Unibastore wraz z przyjaciółmi wybrała się w podróż do Castelmezzano. Po drodze przejazd zablokowało nam stado bydła. Dość nietypowa sytuacja, w szczególności, że wychodząc z jednego zakrętu, wchodzi się w drugi. O wypadek tutaj nie problem. W samochodzie co chwilę było słychać "Oo curva!" (jak wiadomo, polskie znaczenie tego słowa jest inne, czego tłumaczyć nie trzeba :P ). Kraina jest nieziemsko malownicza. Dla tych, którzy chcą dowiedzieć się więcej na temat górzystego terenu Dolomitów, zapraszam do lektury, chociażby tej na wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Dolomity :-)


Pomijając fakt, że nie miałam odpowiedniego obuwia (na drugi raz będę bardziej zorganizowana), tachałam ze sobą 17`` laptopa i resztę sprzętu foto na wypadek gdyby się przydał. Trochę się nadźwigałam, zwłaszcza, że różnica poziomów jest naprawdę odczuwalna. Mimo wszystko, zdołaliśmy dojść dość wysoko z tym całym balastem. Uczestnicy wyprawy pomagali mi nieść torbę. Jak dobrze jest mieć tak pomocne osoby dookoła! :-)

Wypadałoby chociaż co nieco napisać o miasteczku Castelmezzano. Otóż powstało ono na przełomie piątego i szóstego w. p.n.e., obecnie jest prowincją Potenzy i zamieszkuje je niespełna 970 osób. Ze względu na taką małą liczbę mieszkańców, wszyscy się znają. Co ciekawe, będąc tutaj należy się witać z każdą napotkaną osobą, w przeciwnym razie nasze zachowanie może być odebrane jako gburowatość. 

Samochodów w samym centrum miasteczka raczej się nie spotka, ewentualnie trzykołowe bryczki. Dużo nie brakowało i jedna z nich by nas rozjechała (Udało mi się nagrać filmik). Miasteczko ma swój urok nie tylko ze względu na widoki, typowe wąskie włoskie uliczki, ale również dym z kominków łączący się z zapachami z kuchni. Ciężko znaleźć słowa, by to opisać, trzeba po prostu tutaj przyjechać by to poczuć.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o głównej rozrywce turystycznej, którą jest "lot nad doliną" między dwoma miasteczkami - Castelmezzano i Pietrapertosa. Szkoda, że teraz nie można kupić biletu na przejażdżkę, gdyż sezon trwa od kwietnia do końca września. Zatem powrócę tutaj niebawem i skuszę się na lot. Wrażenia będą niezapomniane. Widoki cudowne!
 (http://www.volodellangelo.com/eng/web/item.asp?nav=79) Uważam, że to jest zdecydowanie lepsze od bungee jumping.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

The cuisine of Basilicata

The cuisine of Basilicata

 Last Sunday turned out to be a brand-new experience, particularly for my taste buds. Between two trips we had a two-hour break for lunch. Initially, I thought that there would be only one dish. Whereas, I lost my count of the meals, but I guess there were five of them.

Firstly, I tried local meat products (insaccati). Secondly, ravioli in mushroom sauce, home-made pasta with tomato sauce (ragù), croquettes, `baked balls` (scropedda) and meat dish were served. (I excused myself. If I had eaten it, I would have died. Furthermore, I`m not very keen on meat). Thirdly, I tried local cheese (pecorino) and dried pepper (cruschi, which can be eaten as crisps). I forgot to mention about our drinks: orange juice with sparkling alcohol as well as local wine. The meeting was crowned with dessert (the cake, torta ricotta e pera, similar to Polish `sernik`). Some people found extra space in their stomachs for coffee..

Italian friends claimed that I couldn`t catch up with them as far as eating is concerned. I felt as though I had been at the birthday, name day or wedding party. Though, it was a typical Sunday lunch for people from Basilicata. I would die after eating so much food every single weekend! :-D






-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jedzenie w Basylicacie

Niedziela była nowym doświadczeniem, zwłaszcza dla moich kubków smakowych. W przerwie pomiędzy dwoma wycieczkami, udaliśmy się całą brygadą na dwugodzinną przerwę obiadową. Myślałam, że skończy się na jednym daniu. Tymczasem okazało się, że dań było więcej. Straciłam rachubę, ale wydaje mi się, że było ich pięć. 

Na początku posmakowałam regionalnych wyrobów mięsnych (insaccati).
Następnie przyszedł czas na ravioli w sosie, ręcznie robiony makaron z sosem pomidorowym (ragù), krokiety i `pieczone kulki`(scropedda), mięsne danie (za które musiałam już podziękować, bo bym pękła; poza tym, nie przepadam za mięsem). Posmakowałam również tutejszego sera (pecorino) oraz suszonej papryczki, cruschi, którą zagryza się jak chipsy. Zapomniałam wspomnieć, że w międzyczasie piliśmy: sok wyciskany z pomarańczy połączony z gazowanym alkoholem oraz wino. Uwieńczeniem było ciasto, torta ricotta e pera, w smaku podobne do sernika. Niektórzy jeszcze znaleźli miejsce w żołądku na kawę ..


Włoscy przyjaciele stwierdzili, że wymiękłam, bo nie byłam w stanie zjeść tyle, co oni :-) Czułam się, jakbym znalazła się na jakiejś imprezie typu: urodziny, imieniny, wesele. Mieszkańcy Basilicaty jedzą tak w każdy weekend. Ja bym chyba umarła! :-D

czwartek, 5 grudnia 2013

Coffee

Coffee - the drink which gives us a lot of energy and enables us to survive the day...

Every day starts with coffee at the university bar. As soon as I enter the bar, they ask me: "cappuccino?". It`s perfect that they already know me :-)



Then, in the afternoon, I often go to Ateneo Caffe ( https://www.facebook.com/pages/Ateneo-Caff%C3%A8/157040644489208) to order dinner and a cup of Caffè Americano (it`s prepared only for me :-) ). I highly recommend food there, e.g. panzerotto. Besides, I may say that the staff is courteous and pleasant.

BTW, here are two types of panzerotto: baked and fried. Honestly, I prefer the former.
 Here is the recipe for this dish:
(fried) http://www.cookingchanneltv.com/recipes/david-rocco/panzerotti-di-ricotta-e-mozzarella.html
(baked) http://www.instructables.com/id/How-to-make-an-amazing-panzerotti/




Of course, it`s a must to make a huge cup of coffee in the evening at home. Usually, my flatmates hide my coffee caddy and banter with me. It looks like playing hide-and-seek. The way I make the so-called Caffè Americano (coffee + hot water + milk + sugar) would profane Italian tradition :-P Italian people prefer their own coffee - espresso.

---------------------------------------------------------------------------------------------

Kawa - napój, który dostarcza nam energii i pozwala przetrwać dzień...

Każdy dzień zaczyna się od kawy w barze na uczelni. Jak tylko wejdę do pomieszczenia, już się mnie pytają: "cappuccino?". To wspaniałe, że już mnie kojarzą :-)



 Później, po południu, często wybieram się do Ateneo Caffe ( https://www.facebook.com/pages/Ateneo-Caff%C3%A8/157040644489208), gdzie zamawiam obiad i kubek kawy zwanej Caffè Americano, która jest przygotowywana wyłącznie dla mnie! :-)) Bardzo polecam tutejsze jedzenie, zwłaszcza panzerotto. Poza tym, warto wspomnieć, że obsługa kawiarni jest bardzo miła i sympatyczna.

Tak przy okazji, można wyróżnić dwa rodzaje panzerotto: pieczony oraz smażony. Osobiście, wolę ten pierwszy. 
 Poniżej podaję linki do przepisów na panzerotto:
(smażony) http://www.cookingchanneltv.com/recipes/david-rocco/panzerotti-di-ricotta-e-mozzarella.html
(pieczony) http://www.instructables.com/id/How-to-make-an-amazing-panzerotti/




Oczywiście, obowiązkiem jest zaparzenie wielkiej kawy w domu. Zazwyczaj współlokatorzy chowają przede mną puszkę kawy i się ze mną droczą. Przypomina to trochę zabawę w chowanego. Sposób, w jaki przygotowuję tzw. Caffè Americano (kawa + gorąca woda + mleko + cukier), uchodzi za profanację włoskiej tradycji :-P Włosi preferują ich espresso.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

The place where time flies slower.

After the last weekend, I may claim that, contrary to Toruń, time flies slower here. Lack of a TV set and torrential rain outside made the weekend more boring. Besides, I started losing my Polishness (everyday I speak either English or my quasi-Italian), so I decided to watch a two-hour Polish cabaret "Kabaret Moralnego Niepokoju" on YouTube (http://www.youtube.com/watch?v=lk6DeAkNDg0). No sooner had I done it than I felt much better! It made my day :-)
Hopefully, didn`t go to Matera (as it was planned beforehand) neither on Saturday nor on Sunday. I saw both the articles and pictures in today`s newspapers. The city and its vicinity became awfully flooded. I can`t wait to see Matera, I hope it`ll happen quite soon :-) Let`s keep our fingers crossed! Have a nice Monday!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Po ostatnim weekendzie mogę stwierdzić, że czas płynie tutaj znacznie wolniej w porównaniu z Toruniem. Brak telewizora i ulewny deszcz sprawiły, że weekend był bardziej nudny. Poza tym, zaczęłam tracić moją polskość (codziennie rozmawiam tylko po angielsku lub quasi-włosku), więc zdecydowałam, że obejrzę dwugodzinny polski "Kabaret Moralnego Niepokoju" na YouTube (http://www.youtube.com/watch?v=lk6DeAkNDg0). Jak tylko to zrobiłam, od razu poczułam się lepiej! To poprawiło mi humor :-)

Na szczęście, nie pojechaliśmy do Matery (jak było pierwotnie planowane) ani w sobotę ani w niedzielę. W dzisiejszej gazecie zobaczyłam artykuły oraz zdjęcia z tego, co wydarzyło się w tym mieście i okolicach podczas weekendu. Większość miejsc była zalana. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć Materę, mam nadzieję, że to wkrótce nastąpi :-) Trzymajmy kciuki! Miłego poniedziałku!